Dodał(a) yotan dnia 22 - 02 - 2011 0 Komentarzy

► Czy konieczna jest absolutna higiena w gołębniku, czy też można sobie pozwolić na jakieś zaniedbania w tym względzie? Tu i ówdzie słyszy się na ten temat różne zdania. Wbrew pozorom nie jest to kwestia łatwa do rozstrzygnięcia. Spróbujmy jednak oprzeć się na przykładach z praktyki. Są wybitni hodowcy, którzy dbają o wzorcową higienę w swoich gołębnikach, ale są i tacy, którzy osiągają sukcesy lotowe, nie zabiegając w ogóle o higienę u gołębi. Jedni utrzymują czystość i porządek w gołębniku „na wszelki wypadek” w przekonaniu, że w ten sposób unikają ryzyka. Inni nie przywiązują do tego wagi, nie dostrzegając w tej kwestii żadnego niebezpieczeństwa.

Co więc robić w obliczu tych dwóch zupełnie przeciwstawnych opinii? Rozważmy dwa stany, dwie skrajne możliwości; sterylna higiena i stan totalnego zaniedbania. Zastanówmy się, czym ryzykujemy i jakich skutków możemy się spodziewać w obydwu przypadkach. Być może dylemat ten pomoże nam rozstrzygnąć pewien przykład. Swego czasu, w odizolowanym środowisku, bez jakichkolwiek kontaktów z otoczeniem zewnętrznym, żyła sobie pewna populacja ptaków. Przez jakiś czas trwała w idealnym zdrowiu, bez chorób. Ptaki nie narażone na żadne infekcje, nie były zmuszone wytwarzać przeciwciał niezbędnych do przeciwstawienia się jakimkolwiek zakażeniom. Nadszedł jednak czas próby. Zakradła się infekcja i ptaki padały jak muchy.

Całkiem podobnie może być z gołębiami chowanymi w warunkach sterylnej czystości, gdzie tracą one swoją naturalną odporność, ponieważ mechanizmy obronne ich organizmów, nie doznając konieczności obrony przed infekcjami, trwają jak gdyby w uśpieniu. Trzeba pamiętać o tym, że naturalna odporność kształtuje się tylko w warunkach zagrożenia, w warunkach kontaktu z chorobotwórczymi mikroorganizmami. To nie organ tworzy funkcję, lecz funkcja kształtuje organ.

Czy zatem lepszy jest brak higieny? Druga skrajność też jest niedobra. Hodowcy, którzy w ogóle nie dbają o higienę w gołębniku pewnego dnia mogą stanąć w obliczu wielkiej katastrofy. Oto przykład. Wiele lat temu Noël De Scheemaecker wraz z Victorem Torrekensem i Maurice Delbarem odwiedzili kilka słynnych gołębników we Flandrii. Wśród nich był jeden, w którym hodowca zupełnie nie dbał o czystość, karmiąc gołębie na podłodze zanieczyszczonej kałem. Goście zostali ciepło przywitani przez hodowcę, który jednak – wprowadzając nas do gołębnika – zdawał się być wyraźnie zakłopotany. Wyjaśnił, że niektóre gołębie mogą być pokaleczone wskutek zderzenia się z przewodami telefonicznymi przebiegającymi nad gołębnikiem. Jego gołębie rzeczywiście wyglądały marnie; miały skrzydła pobrudzone odchodami. Victor mrugnął do Noëla porozumiewawczo; obaj wiedzieli o co chodzi. Nie było wątpliwości – to był paratyfus. Z grzeczności nie komentowali tego.

Victor powiedział później, że jakkolwiek dobrze jest budować naturalną odporność gołębi, nie przesadzając z dbałością o higienę w gołębniku, to jednak łatwo wpaść w drugą skrajność. W gołębniku ciągle zaniedbanym i zabrudzonym mikroby chorobotwórcze mogą stać się silniejsze i opanować cały gołębnik, doprowadzając do katastrofy, jak w tym przypadku. Trzeba potem wiele czasu i zabiegów, by doprowadzić gołębie do zdrowia i odzyskać to, co się straciło.

Jaka jest więc najlepsza recepta? Jak w każdej sprawie, tak i tu – należy unikać skrajności. A zatem, nie przesadzać z czystością w obsesyjnej obawie przed szkodliwymi zarazkami i nie dezynfekować każdego zakamarka i szczeliny w gołębniku coraz to nowymi środkami, ale też nie zaniedbywać całkiem gołębnika, pozwalając na zaleganie w nim przez całe miesiące cuchnącego kału. Nie jest więc dobra ani sterylna czystość, ani totalne zaniedbanie. Trzeba wybrać „złoty środek”. Najrozsądniejsze i najbardziej właściwe jest utrzymywanie gołębnika w stanie pośrednim; ani nie aptekarsko zadbanym, ani nie totalnie zaniedbanym. Z pewnością gołębniki ogrodowe skłonne do zawilgocenia trzeba sprzątać częściej niż gołębniki suche, strychowe.

Jest sporo pozytywnych przykładów godnych naśladowania zarówno z przeszłości, jak i z czasów współczesnycyh. Gołębniki trzech wielkich mistrzów ubiegłego stulecia: doktora Arthura Bricoux, Ernesta Duraya, Evrarda Havenitha były regularnie czyszczone, ale nie do przesady. Oni dopracowali się własnego sposobu dbałości o higienę i praktykowali go przez lata.

Jest to fragment mojej książki pt.: „O słynnych belgijskich hodowcach opowiada Noël De Scheemaecker”

Autor: Piotr Patas

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz.