Dodał(a) marta dnia 26 - 02 - 2011 0 Komentarzy

fot. Eva Stets. Na zdjęciu Paweł T. Dolata (lider PwG OTOP), który przy pomocy Straży Miejskiej ratował bociana, aby go potem odtransportować w ręce specjalisty.

► Okres, gdy młode bociany odbywają swe pierwsze loty jest dla nich nie tylko próbą sił, ale również pułapką niebezpieczeństw.
Ptaki te, niedoświadczone jeszcze w lataniu ulegają często różnym wypadkom, mniej lub bardziej tragicznym w skutkach.
Historia, którą chcę przedstawić na szczęście skończyła się dobrze.
Jeszcze przed moim wyjazdem do Polski, Basia Herzog poinformowała mnie o akcji ratowania młodego boćka, który znalazł się u niej w … ogrodzie.
Bocian ten, ratowany przez Pawła Dolatę miał solidną ranę pod skrzydłem i pomoc ludzka była tutaj niezbędna.
Zbadany i opatrzony przez lekarza weterynarii w Ostrowie nie mógł być umieszczony ponownie na gnieździe. Zapadła decyzja stworzenia mu prowizorycznego gniazda, gdzie mógłby spokojnie odzyskać siły.
Pomimo dobrej ogólnej kondycji, bociek „rozdłubywał” sobie ranę a mało tego, próbował latać i uciekł…
Byłam w tym czasie w Polsce, gdy Straż Miejska skontaktowała się z Pawłem, prosząc go o interwencję i wyjaśniając, że jakiś bocian znajduje się przy ulicy Strzeleckiej w Ostrowie Wlkp.
Akcja ratownicza nie trwała długo, bociek został fachowo złapany przez Pawła i umieszczony w bezpiecznym miejscu.
Rana pod skrzydłem nie wyglądała dobrze, ale na szczęście nie było tam zakażenia.
Był to dzień 27 lipca 2007, dzień przed Zlotem w Przygodzicach, gdy czekaliśmy na przyjazd pani Zofii Brzozowskiej, która do Ostrowa jechała z dzięciołem zielonym w celu przewiezienia go do kliniki w Mikołowie.
We czwórkę (Dorota, Zofia, Paweł i ja) wyruszyliśmy pod wieczór do Kluczborka, by spotkać się tam z panem Jackiem Wąsińkim, który miał od nas odebrać ptaki i przewieźć je do swojej kliniki (Pan Jacek Wąsiński prowadzi klinikę dla zwierząt w Mikołowie).
Dla bezpieczeństwa bociana pan Jacek „przepasał” mu skrzydła i odjechał z obietnicą, że wszystko powinno być dobrze.
W drugim dniu Zlotu dostaliśmy wiadomość, że bocian był operowany, rana oczyszczona, szwy założone i że stan jego jest zadowalający, co było pocieszeniem i nadzieją zarazem.
Z kontaktów z Zosią wiedziałam, że bociek ma się coraz lepiej i że rana goi się znakomicie.
W zeszłym tygodniu dowiedzieliśmy się nie tylko o jego dobrym stanie ale i o tym, że swobodnie lata a mało tego „sprowadza” na podwórko kliniki inne (zupełnie obce i zdrowe) boćki. Wyleczony maluch szykuje się do odlotu i…zbiera „swoją grupę”.
Koniec dobry – wszystko dobre (greckie przysłowie)

Pozdrawiam z wielkim podziękowaniem dla wszystkich, którzy uczestniczyli w tej akcji.

Autor: Eva Stets
PwG OTOP

Musisz być zalogowany aby dodać komentarz.